fb

instagram

Kierunek – DOBROSTAN

Wywiad pochodzi z magazynu LNE  nr 1 w branży beauty i healthy aging.

Well-being to nie chwilowy trend. To droga do szczęścia i piękna, którą możemy podążać wspólnie z naszymi klientami. Już zawsze.

LNE: Jak pani rozumie określenie well-being?
Ludmiła Petrenko: Od zawsze używam określenia wellness, które jest dla mnie komplementarne. Well-being to modna nowa nazwa na dobre samopoczucie, ale nadal zawiera się w nim wellness. Dla mnie to określenie psychicznego i emocjonalnego dobrostanu. Jeżeli ktoś ten dobrostan czuje, jest szczęśliwy, zadowolony i zdrowy.

 

Jaki ten dobrostan ma związek z wyglądem, poczuciem piękna? Czy nie jest naruszany poprzez zmuszanie nas do bycia idealnymi, zawsze pięknymi i wiecznie młodymi?

Wszelkie określenia typu „musisz być...” godzi w dobrostan i samą istotę piękna. Przymiotnik „piękny” odnosi się do całego człowieka. Piękny oznacza pełnowartościowy, a więc obejmujący duchowość, emocje i ciało równocześnie. Chińczycy mówią, że jeżeli coś jest pięknie zrobione lub pięknie podane, jest prawdziwe i prawidłowe. Samo słowo „piękny” ma zatem w fundamencie zdrowie i harmonię. To, co prezentujemy na zewnątrz, odzwierciedla nasze wnętrze. Taka właśnie jest moja koncepcja well-being, którą realizuję od 30 lat w praktyce zawodowej.

 

W jaki sposób?

Moje działania są komplementarne, a składają się na nie diagnostyka, tzw. health & beauty plan i realizacja odpowiednio dobranych zabiegów. Na samym początku ustalam z klientkami, na czym oparta będzie nasza współpraca. Tworząc dla niej solidne podstawy i uzgadniając zasady postępowania, możemy przejść do realizacji założonych zadań, modyfi kować je w procesie pracy i na końcu ocenić nasze wspólne osiągnięcie. Edukacja i prawidłowa diagnostyka są podstawą do osiągnięcia pożądanego efektu i poczucia psychicznego oraz emocjonalnego dobrostanu każdego klienta.

 

I klientów nie szokuje takie podejście? Czy ktoś, kto przyszedł na przykład na zabiegi manualne, ujędrniające czy modelujące, chce poddawać się diagnostyce psycho-emocjonalnej?

Nie przeprowadzam takiej diagnozy bez zgody danej osoby. Często „posiadaczka ciała” nie wie, co „posiada”.  Dlatego proponuję na samym początku poznać siebie od strony budowy sylwetki i zauważyć, nad czym należałoby popracować, aby uniknąć głębszych wad postawy i narastania problemów fizjologicznych czy skórnych. Dla mnie to najważniejszy punkt programu health & beauty, czyli rozpoznanie. Zaczynając od pytania: „czy chciałaby pani, żebyśmy porozmawiały na temat cellulitu i jego przyczyn oraz możliwych metod korekcji”, dowiaduję się, czy klientka zgadza się na rozmowę o tym problemie. Zadaję pytania tak, by jej nie urazić i jednocześnie postawić jasną diagnozę wraz z wytycznymi co do dalszych działań. Ważne jest, aby podkreślić, kiedy
przyczyną stanu rzeczy są problemy o charakterze zdrowotnym (np. komplikacje sercowo-naczyniowe, ograniczenie narządów ruchu), wtórnie odzwierciedlające się w wyglądzie zewnętrznym. Jestem zwolenniczką mówienia, co kryje się za wymuszoną estetyką, która jest tylko „przykrywką” prawdziwych zaburzeń w organizmie. Oczywiście rozmowa jest ostrożna i serdeczna.

 

Jak zatem dalej prowadzi pani tę rozmowę?

Najczęściej słyszę odpowiedź, że klientka jest „taką” od dłuższego czasu, ale próbowała różnych sposobów, które się nie sprawdziły i za sprawą rekomendacji trafi ła do mnie. Zadaję pytanie, które jednocześnie powinno być deklaracją i „kontraktem”: czy działania, które planujemy wykonać, będą realizowane tylko jednostronnie przeze mnie, a klientka jest stroną bierną, czy będzie to czynna współpraca, czyli klientka wdroży dietę, oczyszczanie i fitness, aby osiągnąć lepsze rezultaty? Lepiej, gdy podejmuje wyzwanie, choć rozumiem, gdy woli, żeby to była tylko moja praca. Jestem uparta i nie zdarzyło mi się jeszcze, żeby z czasem ktoś nie podjął próby poszukania wraz ze mną ścieżki do swojego well-being (śmiech). Inspiruję wszystkich dookoła moimi zainteresowaniami, odkryciami i postawą życiową. Na szczęście mam już tyle lat, ile mam, a przestrzeganie prawidłowych nawyków powoduje, że dobrze się czuję i jestem szczęśliwa.

 

Chciałabym wrócić jeszcze do tematu diagnostyki, żeby móc wyobrazić sobie przebieg tej pierwszej wizyty w gabinecie pracującym w nurcie wellness – jak ona przebiega?

Podczas diagnozy rzetelnie tłumaczymy, że zgłaszane bóle pleców spowodowane są nieprawidłowym ustawieniem miednicy, które wynika ze zbyt słabych mięśni brzucha itd. Taka diagnostyka wzbudza też większe zaufanie do terapii, które możemy zaproponować. Pozwala to także odnosić się do partnerstwa z klientem, jego udziału w budowaniu efektów terapii. Co ciekawe, wiele osób przychodzących do gabinetu deklaruje, że uprawia sport – regularnie biega, chodzi na siłownię czy na crossfit, a dopiero diagnoza daje mi podstawę do pokazania i wytłumaczenia, że nadmierne napięcia przy wadach postawy ciała są szkodliwe.

 

Czyli well-being, który realizujemy w gabinecie, to swoiste prowadzenie przez specjalistę w kierunku bardzo szeroko pojętego dobrostanu. To sposób na realizację swoich marzeń o pięknie, ale i o zdrowiu – czy dobrze zrozumiałam pani słowa?

Tak – to pokazywanie ścieżki, która prowadzi do tego dobrostanu. Bo nasi klienci żyją w nieświadomości swoich wad postawy i często odczuwając dyskomfort, nie wiedzą, skąd on pochodzi. Przykładowo, podczas zabiegów redukcji cellulitu rekomendujemy drenaż limfatyczny, picie herbaty odkwaszającej i spersonlizowane ćwiczenia. Misją terapeuty wellness jest dzielenie się  wiedzą, poprawna diagnostyka i kompleksowe podejście do klienta, wtedy ma on możliwość wejścia na ścieżkę dobrostanu well-being. Ludzi to bardzo uszczęśliwia.

 

Czego współczesny człowiek najbardziej potrzebuje, poszukuje dla swojego dobrostanu?

Troski! Współczucia i dotyku. W dzisiejszych czasach głód dotyku jest ogromny. Pośpiech, odosobnienie, nadmiar pracy, godziny przed komputerem, ułuda towarzystwa, którą serwują nam media społecznościowe. Ludzie nie wczuwają się w siebie, nie dostrzegają swoich emocjonalnych braków ani walorów. Te ostatnie nie wydają się być przedmiotem rozmowy, ale przecież to walory budują naszą samoocenę. Skąd mamy wiedzieć o ich istnieniu, skoro mamy zawężone audytorium. Terapeuta wellness to osoba, która może dostrzec zalety drugiego człowieka i wydobyć z niego to, co najpiękniejsze. Sztuka komplementowania umarła, a to wielki błąd. Staram się dostrzec w każdej klientce cechę, która czyni ją wyjątkową i dla mnie piękną. Pani, która przyszła na masaże
modelujące i waży 120 kg, ma wiele walorów, których waga nie przysłania: błyszczące oczy, piękną skórę, sereczny uśmiech, piękne włosy... na nie zwracam uwagę i jej o nich mówię. To wpływa na dobrostan, pozwala na wejście na drogę do jego odczuwania. To bardzo ważny aspekt pracy w gabinecie – dostrzeganie drugiej osoby. Bardzo też lubię postrzegać siebie jako człowieka „na usługach” i absolutnie nie obniża to mojego poczucia wartości. Ktoś przychodzi i chce coś dostać – usługę – a ja ją mogę dać. Trudno to oddać w słowach, bo to pewnego rodzaju „flirt”, sztuka komplementowania i wymiany energii, pozytywne emocje to kwintesencja kosmetyki w stylu well-being. W zamian otrzymuję zachwyt po zabiegu, uśmiech, radość i wdzięczność. To dla mnie dodatkowy bonus.

 

Chciałabym podzielić się swoim przekonaniem o dobrym życiu w well-being. Według mnie to niezależne od wieku. Można być pięknym mając i 80 lat – czy pani się z tym zgadza? Jak pani realizuje swój plan na dobre i piękne życie?

Oczywiście, że się zgadzam. Pochłaniam pozytywne doświadczenia i dobre wrażenia. Zachwyt rzeczami prostymi, bycie tu i teraz – to dla mnie klucz do poczucia dobrostanu. Nie czekam na wzloty, tylko gromadzę pozytywne odczucia w każdej minucie życia. Takimi wrażeniami, takimi dobrymi emocjami dzielę się ze swoimi klientami. To właśnie te doznania dotyku, troski, usłyszenie komplementów budują well-being osób, które korzystają z zabiegów beauty. My się troszczymy o klientów, jednocześnie ucząc się dbać o siebie. Służymy innym, zapracowujemy się, a zapominamy o sobie. Zabiegi w gabinecie kosmetycznym uczą nas miłości do samych siebie.

 

LNE: Jeżeli kocha się ten zawód, jeżeli wybrało się go miłości do drugiego człowieka, bycie „na usługach” sprawia, że ma się dobre życie i wpływ na dobre życie naszych klientów. To właśnie jest well-being.

YMEDIA.pl